Piołun – gorzkie zioło ze świata lekarstwa, magii i wierzeń
Niewiele roślin wywarło na kulturę europejską tak silny wpływ jak piołun. Jego srebrzyste liście, przenikliwy zapach, a przede wszystkim niezwykle gorzki smak sprawiły, że przez stulecia postrzegano go jako zioło szczególnej mocy. Podawano go na niestrawność, brak apetytu, gorączkę oraz „robaki”, wkładano do skrzyń z ubraniami, okadzano nim pomieszczenia, dodawano do wina i piwa, a niekiedy przypisywano mu zdolność odpędzania nie tylko owadów, ale również chorób, uroków i złych mocy.
Historia piołunu pokazuje, że dawna medycyna nie ograniczała się do leczenia ciała. Roślina mogła być jednocześnie lekarstwem, przyprawą, środkiem gospodarczym, składnikiem obrzędu oraz symbolem cierpienia. W kulturze ludowej te funkcje nie wykluczały się, lecz wzajemnie uzupełniały.
Piołun, bylica czy absynt?
Bylica piołun, czyli Artemisia absinthium L., należy do rodziny astrowatych. Jest wieloletnią rośliną o mocno podzielonych, srebrzystoszarych liściach i drobnych, żółtawych koszyczkach kwiatowych. Rośnie przede wszystkim na suchych nieużytkach, przy drogach, murach, ruinach, zabudowaniach i skrajach pól. W Polsce jest archeofitem, czyli gatunkiem przybyłym przed końcem XV wieku i od dawna zadomowionym w naszej florze.
W ludowym nazewnictwie można spotkać określenia: piołun, bielica, bilica, psia ruta, wermut, absynt, a czasem również piołunek. Trzeba jednak pamiętać, że w dawnych zielnikach i przekazach ustnych nazwy roślin nie zawsze odpowiadają współczesnej klasyfikacji botanicznej. „Bylicą” nazywano kilka różnych gatunków z rodzaju Artemisia. Niektóre informacje odnoszone dzisiaj do piołunu mogły pierwotnie dotyczyć bylicy pospolitej, bylicy pontyjskiej albo innej podobnej rośliny.
Ta niepewność jest ważna zwłaszcza przy interpretowaniu źródeł starożytnych i średniowiecznych. Dawni autorzy opisywali rośliny przede wszystkim przez ich wygląd, smak, zapach i sposób działania, a nie za pomocą systemu botanicznego stworzonego dopiero w XVIII wieku przez Karola Linneusza.
Nazwę Artemisia tradycyjnie łączono z grecką boginią Artemidą – opiekunką dzikiej przyrody, kobiet i porodów – albo z Artemizją II, władczynią Karii, której przypisywano znajomość roślin leczniczych. Pochodzenie tej nazwy nie jest jednak całkowicie rozstrzygnięte. Człon absinthium wywodzi się z greckiego określenia apsinthion, używanego na oznaczenie gorzkiego piołunu.
Leczenie goryczą w świecie starożytnym
Rośliny utożsamiane z piołunem pojawiają się już w starożytnych źródłach medycznych. W egipskich papirusach opisywano gorzkie i aromatyczne zioła wykorzystywane przy dolegliwościach przewodu pokarmowego oraz pasożytach. Nie zawsze można jednak z całkowitą pewnością ustalić, czy chodziło dokładnie o Artemisia absinthium, czy o spokrewniony gatunek.
Piołun znali lekarze greccy i rzymscy. Hipokrates, Dioskurydes i Pliniusz Starszy wymieniali rośliny z rodzaju Artemisia w kontekście niestrawności, braku apetytu, gorączki, pasożytów jelitowych, żółtaczki i kobiecych dolegliwości. Przygotowywano z nich napary, odwary, wyciągi winne, okłady oraz środki do przemywania. Wiele z tych zastosowań przez następne stulecia przepisywano z jednego zielnika do drugiego, modyfikując je zgodnie z lokalnym doświadczeniem. Rozbudowany przegląd tej historii przygotowali polscy badacze w pracy „Artemisia absinthium L.—Importance in the History of Medicine”.
Znakomity obraz starożytnego sposobu myślenia o piołunie pozostawił rzymski poeta i filozof Lukrecjusz. Opisywał lekarzy, którzy smarowali brzegi naczynia miodem, aby dziecko zgodziło się wypić gorzki lek z piołunu. Obraz ten stał się metaforą prawdy lub nauki, którą trzeba osłodzić, aby została przyjęta.
W dawnych kulturach gorycz nie była jedynie właściwością smakową. Była znakiem mocy. Im bardziej wyrazisty smak miała roślina, tym silniejszego działania można się było po niej spodziewać. Gorzkie zioło miało pobudzać osłabiony żołądek, przywracać apetyt, usuwać zastój i „wypędzać” to, co nie powinno znajdować się w ciele.
Z dzisiejszej perspektywy można powiedzieć, że część tych obserwacji miała podstawy fizjologiczne. Kontakt goryczy z receptorami smaku uruchamia odruchy związane ze ślinieniem, apetytem i wydzielaniem soków trawiennych. Dawni ludzie nie znali receptorów ani enzymów, ale zauważali, że niewielka ilość intensywnie gorzkiego ziela może zmieniać odczuwanie głodu i sposób trawienia posiłku.
Piołun w klasztornych ogrodach
W średniowiecznej Europie wiedza o roślinach była przechowywana między innymi w klasztorach. Przy opactwach zakładano ogrody, w których uprawiano zioła potrzebne do kuchni, leczenia chorych, pielęgnacji ran i przygotowywania napojów. Piołun należał do najważniejszych gorzkich surowców średniowiecznej apteczki.
Ówczesna medycyna była oparta przede wszystkim na teorii humoralnej. Zdrowie rozumiano jako równowagę krwi, żółtej żółci, czarnej żółci i flegmy, a roślinom przypisywano właściwości ogrzewające, chłodzące, osuszające lub nawilżające. Piołun, postrzegany jako ziele silne, gorzkie i rozgrzewające, miał przeciwdziałać „zimnu” żołądka, zastojom, nadmiarowi wilgoci oraz osłabieniu trawienia.
Święta Hildegarda z Bingen opisywała piołun jako roślinę ogrzewającą żołądek i wspomagającą trawienie. W jej systemie zdrowie człowieka było częścią większego porządku przyrody. Rośliny, pory roku, pokarm, emocje i życie duchowe pozostawały ze sobą połączone. Leczenie nie oznaczało więc wyłącznie usuwania objawu, ale przywracanie harmonii pomiędzy człowiekiem a otaczającym go światem.
Piołun przygotowywano wówczas na różne sposoby. Dodawano go do wina, piwa, octu i miodu, sporządzano z niego odwary, maceraty, maści, kąpiele oraz okłady. Formy te miały także znaczenie praktyczne: alkohol, miód i ocet ułatwiały przechowywanie surowca, a jednocześnie częściowo łagodziły jego gorycz.
Od uczonych zielników do domowej apteczki
W renesansie wiedza starożytna zaczęła być konfrontowana z roślinnością występującą lokalnie. Powstawały ilustrowane herbarze, które łączyły przekazy antycznych autorów z doświadczeniem lekarzy, aptekarzy, zakonników, znachorów i wiejskich zielarek.
Jednym z najważniejszych polskich dzieł tego rodzaju był wydany w 1595 roku „Herbarz polski” Marcina z Urzędowa – lekarza, botanika, farmaceuty i duchownego. Był to pierwszy oryginalny zielnik napisany po polsku. Jego autor podkreślał, że rośliny mogą służyć człowiekowi jako łatwo dostępne lekarstwa, po które można sięgać bez wielkich kosztów. Oryginalne wydanie dzieła zostało udostępnione przez Polonę.
Zielniki trafiały przede wszystkim do ludzi umiejących czytać, ale zawarta w nich wiedza przenikała do kultury ludowej. Odbywało się to za pośrednictwem duchownych, dworskich medyków, aptekarzy, wędrownych handlarzy, akuszerek i lokalnych specjalistów od leczenia. Równocześnie sami autorzy herbarzy korzystali z doświadczeń ludności wiejskiej. Granica pomiędzy „medycyną uczoną” i „ludową” była zatem znacznie bardziej płynna, niż często sobie wyobrażamy.
Piołun w polskiej medycynie ludowej
Na polskiej wsi piołun należał do roślin dobrze rozpoznawalnych. Łatwo było go znaleźć przy gospodarstwach, drogach i na suchych nieużytkach, a jego zapachu i smaku trudno było pomylić z łagodniejszymi ziołami. Zbierano przede wszystkim górne części pędów przed pełnym kwitnieniem i suszono je w przewiewnym miejscu.
W etnograficznych zapisach piołun pojawia się jako środek stosowany przy bólach brzucha, niestrawności, braku apetytu, biegunce, gorączce i pasożytach. Używano go również przy dolegliwościach określanych nazwami ludowymi, których nie można bezpośrednio utożsamiać z dzisiejszymi rozpoznaniami lekarskimi. Przykładem jest „róża”, która w zależności od regionu mogła oznaczać zakażenie skóry, silne zaczerwienienie, gorączkę lub chorobę interpretowaną w kategoriach magicznych.
Ziele podawano najczęściej w niewielkich ilościach, ponieważ jego intensywny smak był sam w sobie sygnałem, że należy obchodzić się z nim ostrożnie. Stosowano napary, odwary i wyciągi alkoholowe. Piołun wchodził także w skład złożonych mieszanek, w których łączono go z łagodniejszymi roślinami.
Dawne przekazy często wspominają o używaniu piołunu przeciwko robakom jelitowym. Z punktu widzenia medycyny ludowej chorobę wyobrażano sobie niekiedy jako obcą istotę, którą trzeba osłabić, zatruć albo wypędzić z ciała. Wyjątkowa gorycz ziela doskonale odpowiadała tej logice. Piołun miał być nieznośny nie tylko dla człowieka, ale również dla żyjącego w nim pasożyta.
Lekarstwo, które chroniło również dom
Piołun służył nie tylko do leczenia ludzi. Jego mocny aromat wykorzystywano w gospodarstwie. Suszone pędy wkładano do skrzyń z ubraniami i bielizną, umieszczano w szafach, siennikach oraz pomieszczeniach gospodarczych. Miały odstraszać mole, pchły, muchy, pluskwy i inne owady. Takie zastosowanie potwierdzają zarówno przekazy etnograficzne, jak i materiały Państwowego Muzeum Etnograficznego oraz Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Warszawskiego.
Z perspektywy antropologicznej trudno wyznaczyć ostrą granicę między działaniem praktycznym a magicznym. Jeżeli roślina rzeczywiście odstraszała owady, mogła zostać uznana również za środek odpędzający niewidzialne zagrożenia. Skoro silny zapach oczyszczał skrzynię, izbę czy posłanie z pcheł, mógł w ludowej wyobraźni oczyszczać je także z choroby, uroku lub nieprzychylnej obecności.
Taki sposób rozumowania nie wynikał jedynie z braku wiedzy. Był częścią spójnego obrazu świata, w którym ciało, dom, gospodarstwo, przyroda i sfera duchowa pozostawały ze sobą związane. Choroba mogła mieć przyczynę fizyczną, społeczną i nadprzyrodzoną jednocześnie, dlatego leczenie obejmowało zioło, modlitwę, gest, słowo oraz odpowiedni moment wykonania czynności.
Roślina ochronna i obrzędowa
W szerszej kulturze słowiańskiej różne gatunki bylic uważano za rośliny ochronne. Ich pędy noszono przy sobie, wkładano do domów, palono lub dodawano do obrzędowych bukietów. W przekazach nazwy „bylica” i „piołun” mogą się jednak mieszać, dlatego nie każdy zwyczaj przypisywany bylicom należy automatycznie odnosić do Artemisia absinthium.
Z badań Łukasza Łuczaja wynika, że piołun należał dawniej do roślin umieszczanych w bukietach święconych na Matki Boskiej Zielnej. Zwyczaj ten łączył chrześcijańskie święto Wniebowzięcia Maryi ze starszym przekonaniem o szczególnej mocy roślin zbieranych latem. Po poświęceniu zioła przechowywano w domu, zatykano za święty obraz, wykorzystywano do okadzania, podawano ludziom lub zwierzętom, a czasem spalano podczas burzy albo choroby. Współcześnie piołun coraz rzadziej pojawia się w takich bukietach. Badanie bukietów zielnych z południowo-wschodniej Polski pokazuje, jak szybko zanika dawna znajomość roślin.
W symbolice ludowej istotne były cechy piołunu: srebrzysta barwa, intensywny zapach oraz gorycz. Antropolodzy zwracają uwagę, że wybór roślin leczniczych i magicznych często opierał się na analogii. Kolor, kształt, miejsce występowania lub nazwa podpowiadały, do czego roślina może służyć. W przypadku piołunu najważniejszym znakiem była bez wątpienia gorycz – cecha tak wyrazista, że stała się podstawą jego znaczenia kulturowego.
Gorzki jak piołun
Piołun wszedł do języka jako niemal uniwersalny symbol goryczy. Mówimy o „gorzkim piołunie”, „kielichu piołunu” albo życiu „zaprawionym piołunem”. Roślina zaczęła oznaczać cierpienie, rozczarowanie, smutek i karę.
W Biblii słowo tłumaczone jako piołun pojawia się wielokrotnie w znaczeniu symbolicznym. W Księdze Jeremiasza i Lamentacjach piołun łączy się z cierpieniem i goryczą, natomiast w Apokalipsie św. Jana gwiazda o imieniu Piołun spada na ziemię i zatruwa wody. Nie musi to oznaczać dokładnie gatunku Artemisia absinthium. W tekstach biblijnych określenie mogło odnosić się do różnych pustynnych roślin o bardzo gorzkim smaku. Kulturowo liczyła się przede wszystkim sama gorycz.
Piołun stał się dzięki temu czymś więcej niż rośliną. Był pojęciem opisującym doświadczenie, którego nie da się łatwo przyjąć – tak jak trudno przełknąć gorzki napar.
Piołun i pamięć o Czarnobylu
Po katastrofie elektrowni jądrowej w Czarnobylu w 1986 roku zaczęto łączyć nazwę miasta z apokaliptyczną gwiazdą Piołun. Powstała sugestywna opowieść, według której sama nazwa miejsca miała zapowiadać skażenie wody i ziemi.
Z językowego punktu widzenia sprawa jest bardziej złożona. Ukraińskie słowo czornobyl odnosi się przede wszystkim do bylicy pospolitej, a nie do piołunu właściwego. Mimo to skojarzenie katastrofy z biblijną przepowiednią okazało się niezwykle trwałe. Badaczka Karolina Gieba opisuje ten proces jako przykład legendotwórczego wykorzystywania etymologii i dawnych symboli. Analiza semantyki piołunu w narracjach o katastrofie czarnobylskiej pokazuje, w jaki sposób dawna symbolika rośliny została wykorzystana do opowiedzenia współczesnej tragedii.
To bardzo antropologiczny mechanizm: gdy wydarzenie przekracza ludzką wyobraźnię, kultura sięga po znane symbole. Piołun – od wieków kojarzony z zatruciem, karą i goryczą – stał się niemal gotowym językiem do opisania radioaktywnej katastrofy.
Piołun wędruje razem z ludźmi
Wiedza zielarska nie jest nieruchomym zbiorem przepisów. Podróżuje razem z ludźmi, zmienia się pod wpływem nowych warunków i łączy z tradycją innych społeczności. Dobrym przykładem są polscy emigranci, którzy osiedlili się w argentyńskiej prowincji Misiones.
Badania Moniki Kujawskiej i Normy Hilgert pokazały, że piołun – nazywany tam przez potomków Polaków „piołunkiem” lub hiszpańskim słowem ajenjo – pozostał jedną z ważniejszych roślin domowej apteczki. W Polsce kojarzono go między innymi z bólem brzucha, brakiem apetytu, gorączką i czerwoną zmianą skórną nazywaną różą. W Argentynie zaczęto stosować go również przy dolegliwościach wątroby, biegunce, pasożytach i miejscowej chorobie ludowej określanej jako empacho, wiązanej z niestrawnością oraz „zablokowaniem” przewodu pokarmowego. Badanie fitoterapii polskich migrantów pokazuje, jak odziedziczona wiedza dostosowywała się do nowego otoczenia.
Emigranci zachowali roślinę, ale zmienili część jej zastosowań. Piołun stał się elementem spotkania dwóch systemów medycyny ludowej – polskiego i latynoamerykańskiego. To dowód, że tradycja nie polega jedynie na wiernym powtarzaniu dawnych receptur. Jest procesem ciągłego wyboru, zapominania i tworzenia nowych znaczeń.
Od leczniczego wina do Zielonej Wróżki
Piołun od starożytności dodawano do win i piw. Początkowo chodziło nie tylko o smak, lecz również o konserwowanie napoju i nadawanie mu właściwości leczniczych. Od niemieckiego określenia piołunu – Wermut – pochodzi nazwa wermutu, czyli aromatyzowanego wina z dodatkiem ziół.
Najbardziej znanym piołunowym napojem stał się jednak absynt. Jego współczesna postać powstała pod koniec XVIII wieku na pograniczu szwajcarsko-francuskim. Początkowo sprzedawano go jako ziołowy eliksir, ale w XIX wieku stał się bardzo popularnym alkoholem. We Francji kojarzono go zarówno z żołnierzami i robotnikami, jak i z paryską cyganerią artystyczną.
Ceremonia powolnego przelewania zimnej wody przez kostkę cukru ułożoną na ażurowej łyżeczce zamieniała picie absyntu w spektakl. Cukier osłabiał gorycz, a rozcieńczony trunek mętniał, przybierając mlecznozieloną barwę. Absynt otrzymał przydomek „Zielonej Wróżki” i pojawiał się w twórczości między innymi Toulouse-Lautreca, Degasa, Picassa i van Gogha. Historię tego zjawiska opisuje polskie opracowanie „Absyntomania w Belle Époque”.
Z czasem napój zaczęto obarczać odpowiedzialnością za halucynacje, przemoc i moralny upadek. Powstało nawet pojęcie „absyntyzmu”, przedstawianego jako schorzenie odmienne od zwykłego alkoholizmu. W wielu krajach absynt został zakazany.

Współczesne analizy historycznych trunków wskazują jednak, że legenda wyjątkowej psychoaktywności absyntu była przesadzona. Większe znaczenie miało bardzo wysokie stężenie alkoholu, jego ogromne spożycie, niekiedy niska jakość produktu oraz obyczajowa kampania przeciwko pijaństwu. Tujon nie jest substancją halucynogenną w popularnym znaczeniu tego słowa, chociaż w nadmiernej dawce działa neurotoksycznie i może wywoływać drgawki.
Historia absyntu pokazuje, jak roślina lecznicza może stać się produktem masowym, symbolem artystycznej wolności, a następnie uosobieniem społecznego zagrożenia. Piołun ponownie znalazł się na granicy lekarstwa i trucizny – tym razem w świecie miejskiej kultury i przemysłu alkoholowego.
Co z dawnej tradycji pozostało we współczesnej fitoterapii?
Dzisiejsza fitoterapia zachowała przede wszystkim trawienne zastosowanie piołunu. Ziele zawiera wyjątkowo gorzkie laktony seskwiterpenowe, w tym absyntynę, a także olejek eteryczny, którego skład może znacznie się różnić w zależności od odmiany, miejsca wzrostu i sposobu przetwarzania.
Europejska Agencja Leków uznaje tradycyjne stosowanie piołunu przy przejściowej utracie apetytu oraz łagodnych dolegliwościach dyspeptycznych i żołądkowo-jelitowych. Nie oznacza to potwierdzenia wszystkich zastosowań znanych z medycyny ludowej. Wskazanie „tradycyjne” opiera się na długiej historii używania surowca i jego prawdopodobnym działaniu, a nie na tak mocnych dowodach klinicznych jak w przypadku dobrze przebadanych leków. Monografia EMA dotycząca piołunu.
Wiele dawnych zastosowań – między innymi leczenie gorączki, oczyszczanie krwi czy regulowanie miesiączki – nie zostało odpowiednio potwierdzonych badaniami klinicznymi.
Uwaga na dawkowanie!
Zawarty w niektórych odmianach piołunu tujon może działać toksycznie na układ nerwowy. Ryzyko jest szczególnie duże w przypadku olejku eterycznego, silnych ekstraktów alkoholowych i domowych preparatów o nieznanym stężeniu. Dawne określenia takie jak „garść”, „szczypta”, „kieliszek” czy „gotować, aż ubędzie połowa” nie zapewniają kontroli dawki.
W Polsce obecnie przyjmuje się, że suplementy zawierające piołun powinny dostarczać mniej niż 1,5 mg tujonu w dziennej porcji i nie powinny być stosowane dłużej niż dwa tygodnie. Produkty te nie są przeznaczone dla dzieci, kobiet w ciąży i karmiących piersią. Nie powinny być stosowane przy niedrożności i zapaleniu dróg żółciowych oraz w chorobach wątroby i trzustki.
Szczególnie ostrożnie należy obchodzić się z olejkiem piołunowym. Piołunu nie powinny samodzielnie stosować osoby z padaczką, chorobami wątroby, dróg żółciowych i trzustki. Ziele nie jest również zamiennikiem diagnostyki ani leczenia potwierdzonego zakażenia pasożytniczego.
Piołun jako roślina kultury
Piołun przetrwał w pamięci nie dlatego, że był najskuteczniejszym lekarstwem na wszystkie przypisywane mu choroby. Przetrwał, ponieważ działał na wiele ludzkich zmysłów i wyobrażeń jednocześnie. Był srebrzysty, mocno pachniał, smakował niemal nieznośnie gorzko i rósł blisko ludzkich siedzib. Można go było wypić, przyłożyć do skóry, dodać do alkoholu, włożyć do skrzyni, zawiesić w domu albo umieścić w obrzędowym bukiecie.
W jego historii spotykają się medycyna antyczna, klasztorne zielarstwo, polska kultura wiejska, chrześcijańska symbolika, doświadczenie emigrantów i paryska bohema. Piołun przypomina, że rośliny lecznicze nigdy nie były wyłącznie zbiorem substancji chemicznych. O ich znaczeniu decydowały również smak, zapach, opowieść, rytuał, dostępność oraz wiedza przekazywana z pokolenia na pokolenie.
Z antropologicznego punktu widzenia piołun był rośliną graniczną. Znajdował się pomiędzy pokarmem a lekarstwem, leczeniem a magią, ochroną a trucizną, cierpieniem a oczyszczeniem. Jego gorycz miała przywracać apetyt, ale jednocześnie symbolizowała ból. Miał usuwać z organizmu to, co obce, i chronić dom przed tym, co niepożądane. Nawet dzisiaj, gdy potrafimy analizować jego skład chemiczny, piołun nie stracił tej podwójnej natury.
Warto pamiętać
Piołun jest ważną częścią europejskiego i polskiego dziedzictwa zielarskiego. Dawniej wykorzystywano go przy dolegliwościach trawiennych, braku apetytu, gorączce, pasożytach oraz jako środek odstraszający owady. Był też rośliną obrzędową i symbolem goryczy.
Historyczne zastosowanie nie jest jednak równoznaczne ze współczesnym potwierdzeniem skuteczności. Wewnętrzne używanie piołunu wymaga ostrożności, ponieważ zawartość tujonu może być zmienna, a silne ekstrakty i olejek eteryczny mogą być toksyczne. Dawne receptury warto poznawać jako część historii medycyny i kultury, ale nie należy ich bezkrytycznie odtwarzać.
Źródła i bibliografia
- Szopa A., Pajor J., Klin P. i wsp., Artemisia absinthium L.—Importance in the History of Medicine, the Latest Advances in Phytochemistry and Therapeutical, Cosmetological and Culinary Uses, „Plants”, 2020.
- Udziela M., Medycyna i przesądy lecznicze ludu polskiego. Przyczynek do etnografii polskiej, Warszawa 1891.
- Paluch A., „Świat roślin w tradycyjnych praktykach leczniczych wsi polskiej”, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 1984.
- Ogrodowska B., Medycyna tradycyjna w Polsce, „Rocznik Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu”, 2013.
- Marcin z Urzędowa, Herbarz polski, Kraków 1595.
- Łuczaj Ł., Herbal Bouquets Blessed on Assumption Day in South-Eastern Poland, „Ethnobotany Research and Applications”, 2011.
- Kujawska M., Klepacki P., Łuczaj Ł., Fischer’s Plants in Folk Beliefs and Customs, „Journal of Ethnobiology and Ethnomedicine”, 2017.
- Kujawska M., Hilgert N.I., Phytotherapy of Polish Migrants in Misiones, Argentina, „Journal of Ethnopharmacology”, 2014.
- Rosales-Rodríguez A., „Absyntomania” w Belle Époque, „Przegląd Historyczny”.
- Gieba K., Semantyka leksemu „piołun” w niefikcjonalnych narracjach o katastrofie czarnobylskiej, „Studia z Filologii Polskiej i Słowiańskiej”, 2020.
- Domańska A., Metody leczenia chorób wśród ludu polskiego w XIX wieku, 2016.
- European Medicines Agency, European Union Herbal Monograph on Artemisia absinthium L., herba.
- Główny Inspektorat Sanitarny, Zespół do spraw Suplementów Diety – stanowiska dotyczące składników roślinnych.
- Pelkonen O., Abass K., Wiesner J., Thujone and thujone-containing herbal medicinal and botanical products: toxicological assessment, „Regulatory Toxicology and Pharmacology”, 2013.
Tekst ma charakter historyczny i edukacyjny. Opisuje dawne praktyki, które nie zawsze były skuteczne lub bezpieczne i nie powinny być traktowane jako współczesne zalecenia terapeutyczne.


